Zamek w Malborku - perła europejskiego gotyku
ędąc w podróży urlopowo - służbowej zatrzymaliśmy się w Elblągu. A z Elbląga to już tylko rzut kapeluszem do Malborka. Zatem decyzja krótka: jedziemy do zamku krzyżackiego na cały dzień. Jak postanowiono, tak uczyniono i już po godzinie staliśmy w ogromnej kolejce za biletami. Bilety nie powiem aby były tanie - z opłatą do fotografowania i przy jednej uldze emeryckiej przekroczyły stówkę. Po krótkim oczekiwaniu na przewodnika, w grupie ok. 30 osób, wkroczyliśmy za bramę zamczyska. Była wyschnięta fosa, ogromne kratownice w bramie, a także przeokropnie grubaśne mury, załomy i przemyślne pułapki obronne... aż w końcu stanęliśmy na dziedzińcu zamku.
Przewodnik z ogromną wprawą snuł opowieść: kto, kiedy i dlaczego, a my podziwialiśmy ogrom baszt, wież, murów i przeróżnych urządzeń technicznych wykorzystywanych w średniowieczu. Do tych najbardziej fascynujących urządzeń zaliczyłbym system ogrzewania zamku oraz kuchnię zamkową. Zdeptaliśmy kilometry krużganków, zwiedziliśmy mnóstwo komnat przeróżnych, wieżę (oczywiście tylko moja Pani) oraz ogromne ilości eksponatów (w tym przepiękne bursztyny i sztukę w bursztynie), kilka wystaw, a także repliki insygniów królewskich. W szczegółach nie będziemy się rozwodzić, bo opowiadamy po to, abyście również tam się wybrali i to wszystko zobaczyli.
Dodatnie wrażenie: ogrom budowli i urządzeń.
Negatywne wrażenia: brak możliwości fotografowania (mimo wykupionego biletu Foto) niektórych wystaw - zwłaszcza wystawy przepięknych strojów rycerskich i szlacheckich dla obu płci.
To co widzieliśmy i utrwaliliśmy - przedstawiamy na wybranych kilku fotografiach.
Rycerz Roman h. Jastrzębiec
ze swoją białogłową Ireną











