Diabłu ogarek
(fragment)
Konrad T. Lewandowski
Moim przodkom
- Coś wasze za jeden?!
- Stanisław Jakub Lawendowski herbu Paprzyca...
- Pieprz i lawenda? - zarechotał z własnego dowcipu. - A gdzież takowe zioła kupą rosną, he?
- Zaścianek Korzeń nad Liwcem, będzie dwie mile od Węgrowa, pół od Starej Wsi.
- A na co mnie to wiedzieć, hę?
Oj, wyglądało na to, że trzeba będzie zsiąść z konia... Nazwisko i herb najwyraźniej nic durniowi nie mówiły. Trochę dziwne, bo jak mazowiecka równina między Bugiem a Wieprzem szeroka, Lawendowskich znali wszyscy, w każdym znaczeniu słowa znać... Osobliwie zaś Stanisława. No, tu może przesadzał. Połowa mężczyzn w zaścianku miała Stanisław i Jakub, w tej albo odwrotnej kolejności, druga połowa Zdzisław i Grzegorz, takoż zamiennie. Przy specjalnych okazjach można było Jakub Grzegorz. Innych imion używać nie uchodziło, z wyjątkiem Henryka i Leona. Szczytem kumoszej ekstrawagancji było dać chłopcu na chrzcie Henryk Leon, ale tak rzadko bywało, bo zaraz się dobrodziej boczył, że to czegoś nie po bożemu. Teologia w Korzeniu, jakby się kto pytał, równie swojska była jak żytni chleb, kiełbasa i zsiadłe mleko. Znaczy lepsza niż w Rzymie... Lecz mniejsza o facecje, od których bledli ojcowie jezuici. Ciekawe jakże się taki ignorant uchował? Bo gdzie, było jasne. Znajdowali się pośrodku dzikich pól między Łukowem a Siedlcami, a tu widać durnego szlachetkę uświadczyć łatwiej niż wedle Dniestru i Dniepru, bo stamtąd głupich Tatarzy już dawno na arkanach wywiedli. Przynajmniej tak to wyglądało z mazowieckiej perspektywy...
- Waszmość jest Andrzej Michał Bartnicki herbu Kościesza, dziedzic majątku Paproty? - upewnił się Stanisław patrząc z niesmakiem na rozmówcę.
Pan Andrzej niechybnie dopiero co podniósł się po trzydniowym najmarniej pijaństwie. Raczej tygodniowym, można było o to iść w zakład. Żeby ochędożyć się na przyjęcie niespodziewanego gościa, pan na Paprotach wylał sobie kubeł wody na podgolony łeb i stał teraz przed Stanisławem w mokrej, rozchełstanej koszuli, mrużąc zaczerwienione oczy przed słońcem.










