Diabłu ogarek
Takiego despektu, jak ród Lawendowskich z Korzenia liczny, nikt świętej pamięci antenatom nie uczynił. Nigdy dotąd oni tam w niebiesiech przed Panem Zastępów za potomków oczami świecić nie musieli, takoż i w tym pokoleniu tego się pokazać nie mogło!
Pan Bartnicki przestał się śmiać.
- Mości Lawendowski, tak żeście mnie uweselili, że daruję was zdrowiem. Idźcie z Bogiem!
- Pójdę, jak mi odbiór pozwu skwitujecie.
- Skwituję! Płazem na rzyci, albo gorzej jak mnie bardziej rozsierdzicie!
- Na znak dla jegomości asesora potrzebuję odcisku waszego pierścienia w wosku.
- Uchodź wasze, pókim dobry!
- Nie po to żem dwa dni z Liwa do tego kundlowa się telepał.
- Wiara!
- Ostatni raz spytam, chcecie zacną rycerską broń dla łotrostwa użyć?
- Taka ci u nas fantazja! - oświadczył bezczelnie drugi szlachetka.
- Dobrze gadacie, kuzynie Albercie! - zgodził się z nim gospodarz. - Taką fantazję mamy, mamy, a co?!
- A to, żeście chamy nie szlachta! Rycerskiego honoru nie macie. Tak i ja z wami jak z chamami, na chamską modę się sprawię... - Stanisław wyciągnął spod czapraka krótki cep.
- Tyyy!!!
Pan Albert zamłynkował swoją batorówką, ale zanim zdążył wykręcić pierwszą ósemkę dostał bijakiem w kciuk i wypuścił broń, która ze świstem wleciała między pozostałych atakujących, zmuszając dwóch z nich do pośpiesznej rejtejady. Jeden mało nie stracił nosa. Stanisław zawinął cepem spod pachy i pachołek nacierający z widłami z prawej przystanął, robiąc minę jakby zobaczył anioła. Zdawałoby się, że bijak tylko musnął jego skroń, ale chłopisko zwiotczało i osunęło na majdan niby mdlejąca dama dworu.
Stanisław przerzucił cep za plecami z prawej do lewej ręki i wyciął Bartnickiego w piszczel aż drewno huknęło o kość. Szlachcic zawył z bólu i siadł chwytając się za stłuczoną nogę. Omal się przy tym nie wytrzebił własną bronią, bo mu dłoń zaplątała się w kabłąku jelca. A cep Stanisława już z pełnego zamachu bił między oczy następnego pachołka, wgniatając mu nos do środka twarzy. Głęboko, aż między uszy, bo drewno było rozwiercone w środku i wypełnione ołowiem. Do tego solidne okucia i dobrze naoliwiony łańcuszek z austriackiej stali, łączący obie części.










